Jesień ach to ty…

Lato w tym roku dało czadu. Przegoniło wiosnę wczesnym majem i zaserwowało nam tyle słońca, przepoconych bluzek, obdartych kolan, zjedzonych lodów, zdartych japonek, poparzeń słonecznych, wysuszonych trawników, kąpieli w ciepłym Bałtyku (kurde serio był  ciepły?) i „kurła kiedy te upały się skończą!?”, że mi się w głowie nie mieści. Lato było zarąbiste i sami nie dowierzamy, że się skończyło.

Ojaciesune ! Jesień nadeszła nawet nie wiadomo kiedy. Zaatakowała nas totalnie, bez ostrzeżenia ze strony lata, że już idzie sobie w cholerę w ciepłe kraje. W nocy tak wiało, że do garażu dojść się nie dało w obawie, że mnie wietrzysko do sąsiada za miedzę przerzuci.

Rano moje starsze dziecko, pierwszy raz od 5 miesięcy ubrało się w grube dresy wybiegając na podwórko i wróciło po czapkę na uszy.

Jesień przyszła nie ma co. Mój mąż spogląda na mnie ukradkiem…

Jak jeszcze nie mieliśmy dzieci wiedliśmy bardzo towarzyski tryb życia. Lato składało się głównie z imprez, grilli, imprez i grilli.

Kiedy przychodziła jesień mój ówczesny chłopak (dziś mąż) komentował „Ola, Ciebie to powinno się traktować jak niedźwiedzia. Na jesień usypiać w sen zimowy i budzić na wiosnę.”

Przyznam szczerze, że beznadziejny był ze mnie osobnik przez te zimne ponure dni jesienno-zimowe. Wpadałam w depresyjne nastroje i nie nadawałam się do niczego. Płakałam i marudziłam bez powodu, narzekałam, stękałam i spędzałam całe dnie na kanapie czekając na wiosnę.

Do momentu, aż przyszło mi jesienią urodzić pierwsze dziecko. Matka natura chyba się na mnie uwzięła. Przez pierwszą ciąże tak obrzydziła mi lato (ach te opuchnięte giry, poty, zgaga, ciążowe-namiotowe stroje, rozwleczone adidasy. bo japonki nie wchodziły na te opuchnięte giry), że nie mogłam się doczekać, aż nastanie jesień i wydam na świat mojego pierworodnego.

Od kiedy na jesień zostałam mamą wszystko się zmieniło. Musiałam się otrząsnąć i nie zasypiać w „sen jesienno-zimowy”. „Ola pora się obudzić, już nie czas na drzemki jesienno-zimowe, jesteś mamą pora działania 24 godziny na dobę, 12 miesięcy na rok, rok po roku przez całe życie”. Nie ma zwolnień i usprawiedliwień. Jesteś mamą pora zacząć żyć, to nic że jesień.

Zostałam mamą i moje życie obróciło fikołka. Jednak, aby nie zwariować (no bo przecież co minutę ktoś zostaje mamą), postanowiłam pokochać tą pierwszą jesień, a nie ją przespać jak do te pory.

Od tamtego 201o roku uwielbiam jesień. Nie było łatwo, ale nauczyłam się z niej brać wszystko co dobre.

Dziś uwielbiam jesiennie spacery, grabienie liście i turlanie się w nich z moimi urwisami. Lubię zbierać orzechy i kasztany. Nie potrafię robić ludzików z darów jesieni i prędzej wyląduje na izbie przyjęć z rozciętym palcem niż zrobię jesiennego ludzika, ale uparcie je zbieram i zachwycam się każdym największym kasztanem.

Celebruje ten czas, kiedy mogę usiąść bez wyrzutów sumienia, na kanapie pijąc rozgrzewającą herbatę i czytając wciągającą książkę.

Kocham momenty kiedy na dworze hula wiatr, o okna odbija się deszcz, a my całą czwórką objadamy się popcornem bez opamiętania i oglądamy nasze ulubione animacje.

Umieram z radości kiedy smażymy razem gofry i słyszę „Mama, Twoje gofry są najlepsze na świecie, ale hamburgery i pizza są jeszcze lepsze.” (wiedzą jak mnie podejść skubańcy)

Jesienią mam o wiele więcej czasu, aby szaleć w kuchni. Piekę aromatyczną szarlotkę, którą uwielbia moja siostra i Ciocia Tereza. Gotuje gulasz z żołądków, którym skradłam serce pana G (Bo wiecie przez żołądek do serca, czy jakoś tak;)). Gotuje rozgrzewające Curry i Zupy gołąbkowe, kapuśniaki czy dania meksykańskie. Przygotowuje oszukane gołąbki, pasztety, prażonki. Smażę furę placów ziemniaczanych i pilnuje węgierskiego gulaszu, aby raz do roku zrobić prawdziwą ucztę, gdzie kalorię nie obowiązują.

Na śniadanie jadam rozgrzewającą owsiankę, a po pracy raczę się uzależniającą Dyniową lattę (Kto nie pił ten nigdy nie zrozumie).  Cicho wierzę, że Jesienną granolą trochę oszukam nadprogramowe kalorię i w wolne wieczory gnam do Olgi na step aerobic. Kiedy dzieciaki pójdą spać (latem chodzą o 23.45, a jesienią po 20.30 leżą spokojnie w objęciach morfeusza) czytam książki (5 stron dziennie obowiązkowo) lub  oglądam moje seriale. Jakby jeszcze ktoś nie wiedział to totalny ze mnie serialomaniak.

Polecam moje ulubione:

Jesień chociaż z pozoru nudna, daje mi pole do popisu. Mam czas na kombinowanie nowych potraw, robienie zdjęć i relaks w pełnym tego słowa znaczeniu.

Ach jesień, przepraszam że przez tyle lat tak bardzo Cię nie lubiłam. Jak mogłam Cię tak nie doceniać? Jesteś jedyną pora roku kiedy mogę na prawdę odpocząć, robić to co kocham i nie mieć wyrzutów sumienia. Dziś tęsknię za Tobą i staram się brać z Ciebie całymi garściami. Cieszę się, że już jesteś.

Jesień ach to Ty… Czekałam na Ciebie cały rok <3

 

 

OlaKombinuje

Nieperfekcyjna matka dwóch chłopaków, notoryczna słomiana wdowa, zdeterminowana pani domu, niepoprawna marzycielka. Kombinująca jak nakarmić rodzinę i przyjaciół, utrzymać zadbany, czysty i rodzinny dom oraz jak spełniać marzenia te małe i te całkiem duże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *