Sierpień 2018- Ed Sheeran, remonty i spełnianie marzeń

Hello Moi Ludzie Kochani.
Przepraszam Was najmocniej, że nie było mnie tutaj praktycznie przez całe 2 miesiące. Bardzo szanuje Was, moich czytelników i nie raz mam wyrzuty sumienia, kiedy za długo nie publikuje nowych wpisów. Póki co, blog jest moim dodatkowym zajęciem (chociaż uwielbiam go totalnie) jednak dom i praca zawodowa potrzebują więcej czasu i energii w ostatnim czasie.

Większość z Was już wie, że od Wielkanocy razem z Panem G działamy na pełnych obrotach. Nasze ulubione sklepy to teraz budowlane, gdzie każdy nas już chyba zna i pęka ze śmiechu słysząc nasze kłótnie. Serio jak my dotrwamy do końca remontu jako małżeństwo to będzie cud nad cudami. Między remontami musimy pracować, aby jakoś zarobić na te nasze czyt. moje remontowe zachcianki. Tak nam mija dzień o 7 do 24, albo jesteśmy w pracy, albo malujemy meble(ja sama, sama, sama pomalowałam), albo jeździmy po sklepach budowlanych i meblarskich, albo skręcamy meble, albo kłócimy o wyżej wymienione. Po drodze jeszcze trzeba nakarmić dzieci, dopilnować aby nie biegały w piżamach cały dzień i od czasu do czasu, wyskoczyć gdzieś z przyjaciółmi, aby nas nie wykluczyli z grona znajomych.

Wierzcie mi, że strasznie ubolewam nad blogiem, który potraktowałam po macoszemu.

Ale nie martwcie się serwery  i czytelnicy , wracam do Was z całym morzem inspiracji, przepisów, metamorfoz i całą sobą (bogatszą przez te wakacje o całe 4 kg) Dlatego bądźcie czujni, bo będzie się działo.

Lipiec upłynął nam na totalnych demolkach i akcjach organizacyjnych. Chwała za Teściów, którzy w tym czasie męczyli się z potomkami państwa G. Poza kłótniami z panem G i wpadkami „po cholerę remontujemy starą ruderę skoro wszystko sie wali” nie działo się nic wartego uwagi.

Sierpień jednak jak już wiecie to mój ulubiony miesiąc i z radością chce się z Wami nim podzielić 🙂

Urodziny itd.

Tak się jakoś składa, że w sierpniu urodziło się chyba pół naszej rodziny i większość znajomych, więc prawie cały sierpień był „imprezowy”. Moja babcia, która z nami mieszka, jak co roku nie wyprawiała urodzin. Jak ktoś pamięta to przyjedzie 2 sierpnia (oznajamiła wszystkim przy każdej możliwej okazji). Wszyscy „pamiętali” i całe 32 osoby zaśpiewały sto lat przy spontanicznym grillu. Ja mam urodziny 6 sierpnia i zawsze wpadali do mnie teściowie z domowym winem (tego roku wyszło im przepyszne) oraz siostra ze szwagrem na szybką kawe. W tym roku jednak zabrakło mi krzeseł, bo nasza „imprezowa” ekipa wpadła w pełnym składzie. Jeśli planujecie kiedyś zrobić komuś taką niespodziankę i obawiacie się, to wyluzujcie. Ja byłam zachwycona, chociaż całkiem nie przygotowana na imprezę na 25 osób. Z odpowiednimi Ludźmi możecie być sobą w każdych okolicznościach, nawet jak Wam krzeseł zabraknie.

Remonty never ending story.

Od wielkanocy ciągle mieszkamy na placu budowy. Majstry tylko się wymieniają, my kłócimy się o każdy element. Na okrągło przeglądamy gazetki budowlane i planujemy ( Chwała za naszego projektanta, który dzielnie znosi to z nami). Bez przerwy wściekamy się na bałagan i kurz, który jest dosłownie wszędzie i padamy na twarz dzień w dzień, kiedy inni leżą w tym czasie na leżakach, gdzieś tam na ciepłej plaży. Jednak gdy stawiamy pierwsze kroki na wymarzonych schodach, które są dokładnie takie jak sobie wymarzyliśmy, kiedy układamy panele drąc się na siebie tak że pół wsi nas słyszy („coś krzywo te panele leżą mi się wydaje! „Jak jesteś taka mądra to se je sama kładź po nocach” itp. Itd.”. W tych momentach, kiedy czekamy, aż ostatni klient wyjdzie z Ikea, aby nam łaskawie sprzedali ostatnie dostępne łóżko, które musi ściągnąć wózek widłowy ( nie może wyjechać jednak wcześniej, aż ostani klient nie opuści sklepu)  cieszymy się, że spełniamy marzenia o własnym pięknym kącie.

Książki czy to już czas na odwyk?

Przyznam się Wam teraz do czegoś bez bicia. Często miałam odpalać komputer, aby coś do Was naskrobać, ale z półki tak bardzo krzyczały do mnie pożyczone tytuły, że nie mogłam się oprzeć. Sorry Ludzie, ale jak nie przeczytam chociaż 5 stron dziennie to zaczynam się czuć jak debil, a często te 5 przeradza się w 50 albo i 250, a czasem o 2.50 orientuje się, że do końca zostało mi raptem kilka rozdziałów i przestać nie mogę. W tym miesiącu szłam jak burza. Przeczytałam 4 książki Camilli Lackberg, które bardzo polecam. Pochłonęłam „Moje serce w dwóch swiatach” Jojo Notes. Matko nie mogłam się oderwać. Ta książka była lekka i idealna na letnie wieczory ( Uwielbiam Luisę niczym siostry Borejko z Jeżycjady).

Ed Sheeran czyli spełniamy kolejne marzenia

Pewnego razu,(jakieś pół 1.5 roku temu) gdy słuchałam akurat Eda powiedziałam, że kiedyś pojadę na jego koncert. (To było moje marzenie z serii: Choćbym się miała zesrać to je zrealizuję (przepraszam wrażliwych czytelników)
Po tygodniu dowiedziałam się, że Edek planuje zagrać w Polsce. Czatowałam cały czas na bilety. W dniu sprzedaży o tym zapomniałam i gdy zobaczyłam, że już nie ma żadnych miejsc, prawie się ze złości poryczałam. 😭 (Pan G powiedział „No dobra bierz te za 8 stów i jedź sama, tylko nie wyj”) Matko jedyna jak on mnie kocha, pomyślałam 😀
Odświeżałam stronę jak szalona i nie wiem jakim cudem udało mi się kupić ostatnie bilety (2 na 480 zł) na dodatkowy niedzielny koncert. Kolejne marzenie odhaczone. To nic że w obie strony staliśmy 3 godziny w pociągu PKP w totalnym upale na wąskim korytarzu. To nic że po koncercie pół godziny wędrowaliśmy na piechotę, aby znaleźć coś do jedzenia i okazało się, że wszystkie knajpy w Warszawie zdążyli zamknąć 5 min temu😳 To nic, że nie było prądu w pokoju hotelowym i gdy wyszłam spod prysznica pokojówka wparowała bez pukania, aby nam pokój posprzątać ( a ja ciągle na golasa😱)Serio to wszystko nic 😂
Na tym śmierdzącym korytarzu  PKP poznaliśmy całkiem fajnych ludzi z którymi śmialiśmy się całą drogę.Po północy wpadliśmy na piwo do ostatniego czynnego baru w Warszawie, w którym zrobili nam pierogi ruskie i burgera (Bar Warszawa uratował nasze głodne brzuchy). W hotelu czekało na nas wino zamiast prądu w ramach rekompensaty. Pomimo kilku pozornych minusów nasz wypad okazał się mega udany (bez dzieci pierwszy raz od…?)
Koncert mistrzostwo świata, wzruszałam się i śmiałam na zmianę. To było coś czego się nie zapomina do końca życia.
Pamiętajcie, że warto marzyć, bo marzenia się spełniają jak się mocno w nie wierzy i nie warto tracić czasu na roztrząsanie negatywów skoro można dostrzec w nich coś pozytywnego. Panie G to nic, że miałeś przez cały dzień kaca mordercę no nie?

Ten sierpień był dla nas magiczny i przełomowy.  Kłóciliśmy się cały miesiąc na całego, a potem godziliśmy.

 

OlaKombinuje

Nieperfekcyjna matka dwóch chłopaków, notoryczna słomiana wdowa, zdeterminowana pani domu, niepoprawna marzycielka. Kombinująca jak nakarmić rodzinę i przyjaciół, utrzymać zadbany, czysty i rodzinny dom oraz jak spełniać marzenia te małe i te całkiem duże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *