Cała ta magia świątecznych zdjęć…

Jak byłyśmy dziećmi nasz tata bardzo często i przy każdej możliwej okazji robił nam zdjęcia. Był takim trochę gadżeciarzem i jako jeden z nielicznych we wsi posiadał automatyczny aparat. Kupował zawsze kliszę na 32 zdjęcia i pstrykał. Bardzo rzadko pozwalał nam „zrobić zdjęcie” bo „Nie daj Boże” prześwietlimy kliszę albo o zgrozo na pstrykamy bezsensownych zdjęć, które były na wagę złota.

Przy większych okazjach zawsze nas wyczesał (biedny tata musiał się nauczyć robić fryzurę na „Czarodziejkę z księżyca” oraz pętać dwie kitki z trzech włosów na krzyż) oraz wystroił (tak jak tylko mógł najlepiej tata w latach 90tych, czyli pstrokate getry i kolorowy sweter). Ustawiał nas pod lichą choinką (domniemam, że ruskiego pochodzenia), którą ubierałyśmy z Adą naj koślawiej jak się dało. Tata po nocach poprawiał krzywe łańcuchy i bombeczki, a w efekcie musiał rozbierać ją w pojedynkę tuż przed Wielkanocą.

adaiola1

Kazał się ładnie uśmiechnąć i pozować. Zawsze dostawał w tym momencie ataku trzęszączki śmiechowej (wiecie taki stan w którym nie wypada się śmiać, a nie można się powstrzymać). Gdy już siostry S zapozowały (Ola wykonała pozę niczym modelka z „Brawo girl” a Ada wykonała szeroki, bezzębny uśmiech) tata oślepiającym fleszem uwieczniał tę wyjątkową chwilę. Potem jeszcze jedno zdjęcie pod świecącą choinką przed Ludziskowym Pałacem, na którym nie było nas prawie widać.

adaiola2Pstrykał ten nasz tata nam zdjęcia jak szalony. Uwieczniał ulotne chwile, które chciał zostawić na zawsze. Niestety jakoś rzadko mieliśmy okazję zrobić sobie wspólne zdjęcie. No, Ada to ma ich całkiem sporo z tatą, bo ja starałam się umieścić w kadrze obojga. Natomiast, gdy mała Adusia łapała aparat to albo zasłoniła lampę, albo uwieczniła czubki naszych głów, lub też święty obraz czy swoje papcie. (Na drugim zdjęciu ta grzywka to ja)

adaiola3

Podejrzewam, że mój tata nawet nie był świadomy jak wielkie znaczenie będą miały dla nas te wszystkie zdjęcia i że będą wywoływać tyle ciepłych wspomnień. Wiecie, że ja pamiętam każdy moment w którym było robione dane zdjęcie. Nawet pamiętam co dostałyśmy wtedy od Gwiazdora i jak Ada wtedy ryczała. Prawie jak dziś Leon. (Ada na pierwszym zdjęciu siedziała w szafie i za nic w świecie nie można było jej wyciągnąć)

adaiola4

Zawsze dziwnym trafem w święta znajduje cały karton zdjęć z dzieciństwa. W tym momencie zatrzymuje się cała rodzina i wspominamy. Chociaż oglądaliśmy te stare fotografie już tyle razy, to i tak za każdym razem wyjemy zarówno ze śmiechu jak i ze wzruszenia.

Od zawsze jestem sentymentalnym stworzeniem. Uwielbiam kolekcjonować zdjęcia i łapać ulotne momenty moich dzieci, aby i one miały kiedyś tak wyjątkową pamiątkę jaką zostawił nam nasz tata.

Mamy całą masę zdjęć chłopaków, ale niestety bardzo mało jest tam wspólnych kadrów. Na co dzień możemy zrobić sobie jedynie selfie. W święta, gdy jesteśmy ładnie ubrani i planujemy rodzinne zdjęcie to zanim się wszyscy zbierzemy, to mi rozwali się fryzura i rozmaże makijaż. Antek dziwnym trafem ubabra koszule w czekoladzie. Leon już biega w rajstopach i koszulce kuzynki, bo zdążył polać się sokiem. Kamil natomiast ściągnął koszule „bo zaraz się w niej udusi”. Więc jak już uda nam się znaleźć ofiarę, która zrobi nam wspólne zdjęcie, to wtedy najczęśćiej ktoś ma zamknięte oczy albo otwartą buzie. Na palcach mogę policzyć ile mamy na serio ładnych rodzinnych zdjęć. A co będziemy oglądać na stare lata i co pokażemy naszym wnukom?

(jedno z niewielu naszych ładnych zdjęć, kiedyś Wam opowiem dlaczego Antek jest tak obcięty)

img_1190-copy

W tym roku obwieściłam:

– Nic proszę nie planować na niedzielę, tym bardziej nie chorować. Jedziemy na rodzinną sesje zdjęciową.

Gdybyście zobaczyli ich entuzjazm. Normalnie jakbym im zaproponowała wysłuchanie audiobooka wszystkich tomów encyklopedii Gutenberga (tej zielonej co prawie każdy miał w domu w latach 90tych).

Ale postanowiłam nie zwracać na nich uwagi i zakupiłam nam świąteczne t-shirty i skarpety.

– Serio Ola? Nawet skarpety?- skomentował mąż. Dobrze, że nie wiedział wtedy o muszce…

Od rana wyprasowałam wszystkie koszule. Zarządziłam ubranie się, uczesanie i niejedzenie ketchupu, a tym bardziej czekolady. Sama wybrałam się na stylizację do Ady. Ja mam dwie lewe do takich rzeczy jakbyście jeszcze nie wiedzieli. Szwagier otworzył mi drzwi z tekstem,

– A to Ty Ola? Właśnie się zastanawiałem co za czarownica tam idzie.- zwątpiłam w magię moich naturalnych loków. No ale nic. Ada jak zwykle spisała się na medal. Ujarzmiła moje loki i nawet ukryła niedoskonałości na mej zmęczonej ostatnio twarzy. Wpadli moi eleganccy gentelmani.

– Ola Leon nie chciał ubrać skarpet ani muchy. Godzinę z nim  walczyłem.- już od progu zakomunikował maż.

Dojechaliśmy punktualnie dacie wiarę? Udało nam się na miejscu wcisnąć jakoś Leonowi skarpety i muszkę. No i dawaj, piękne zdjęcia robią sobie Gazdulscy. Och i ach, jacy oni ładni. A jak pozują przez całe 2 minuty.

Po 2 ujęciach Leon postanowił udawać bardzo groźnego dinozaura i o mało nie ugryzł w kolano naszej Pani Fotograf. Antek znudził się niemiłosiernie i przebrał się za Gwiazdora czym doprowadził Leona do mini zawału. Nie wiem jakim cudem Antek wybrudził białą ojcową koszule czekoladą (tą w którą ledwo tata się dopiął i o mało się w niej nie udusił), a swoją nową koszulkę pokleił gumą do żucia.

Po skończonych zdjęciach nie wiedziałam czego się spodziewać. Chociaż Anita zapewniała, że super współpracowaliśmy i że ma sporo ładnych ujęć, to jakoś nie chciało mi się w to wierzyć. Szczerze nie wiedziałam, czego się spodziewać.

Wieczorem wysłała nam próbkę zdjęć, którymi się zachwyciliśmy. Już w poniedziałek dostałam na maila wszystkie ujęcia. I serio Wam powiem, że jesteśmy zachwyceni. Nawet mój mało entuzjastyczny mąż. Pomimo całego zamieszania stwierdził, ze był to fajny dzień.

W końcu mamy piękne wspólne  zdjęcia, które z dumą będziemy pokazywać wnukom.

– Tak, tak… babcia zawsze miała nienaganny makijaż, a dziadek uwielbiał chodzić w koszulach…

A teraz tak serio. Zazwyczaj nie przywiązujemy uwagi, aby utrwalać najpiękniejsze chwile i magiczne momenty. Nawet jeśli je uwiecznimy, to tak rzadko przelewamy je na papier. Giną w czeluściach komputera, gubią się na zapomnianych porysowanych płytach albo giną wraz z zalanym telefonem. Zdjęcia zaraz po wspomnieniach są rzeczami, które pozostawiają po nas ślad. Uwielbiam stare zdjęcia i ludzi, którzy uśmiechają się do mnie z pożółkłych już kartek. Dzięki nim wiem jak wyglądali moi krewni, a moje dzieci znają swoich dziadków. Warto zadbać o to abyśmy zostali zapamiętani i kolekcjonować piękne ujęcia.

Gdybyście mieli ochotę na podobną sesje rodzinną to walcie śmiało do Anity z Pracowni Artystycznej A&K. Jak z nami wytrzymała to ogarnie każdą inną potwornicką rodzinkę.

_dsc6466

_dsc6527

_dsc6451

_dsc6428

_dsc6352

_dsc6336

_dsc6257

_dsc6159

_dsc6249

_dsc6153

_dsc6110

_dsc6106

_dsc6066

 

OlaKombinuje

Nieperfekcyjna matka dwóch chłopaków, notoryczna słomiana wdowa, zdeterminowana pani domu, niepoprawna marzycielka. Kombinująca jak nakarmić rodzinę i przyjaciół, utrzymać zadbany, czysty i rodzinny dom oraz jak spełniać marzenia te małe i te całkiem duże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *