Weekend we wrocławiu z małymi dziećmi- moja relacja z najlepszego wypadu w tym roku.

Ostatni weekend spędziłam z moimi chłopakami we Wrocławiu. Nie byliśmy na żadnych dłuższych wakacjach w tym roku, więc postanowiliśmy to sobie jakoś zrekompensować. Kamil słuchając moich żali, że już tak dawno nigdzie nie wychodziliśmy, nie mówiąc o wspólnym wyjeździe, powiedział „Wybierz coś, zamów i jedziemy”. To Ola od razu na booking, żeby się ten chłop nie rozmyślił i nie zaplanował jakiejś pilnej domowej roboty. O Wrocławiu myślałam od dłuższego czasu. Wyjazdy ustawiam zawsze pod dzieciaki i Wrocław wydał mi się idealny.

rodzinka-we-wroclawiu

Boogie hostel

Aby ich nie przemęczać intensywnym trybem pojechaliśmy na dwa noclegi. Znalazłam wiele ciekawych ofert  hotelowych, jednak wybrałam jedną z tańszych opcji wśród obiektów z dobrą lokalizacją. Zależało mi abyśmy mogli poruszać się komunikacją miejską. Po pierwsze chłopaki na co dzień nie jeżdżą tramwajami, więc była to dla nich dodatkowa atrakcja, a po drugie nie musieliśmy męczyć się w korkach ani szukać parkingów.Wybrałam Boogie Hostel. Lokalizacja znakomita. Kilka minut spacerkiem na przystanek tramwajowy, kawałek dalej na stare miasto, a Biedronka dosłownie pod nosem. W pokoju czysto i schludnie, duży plus za klimatyzację i telewizor. Wybrałam pokój z łazienką, ale są też tańsze opcje z łazienką ogólnodostępną. Obsługa miła i pomocna, bez problemu użyczyli żelazko i suszarkę do włosów. W obiekcie jest również mała, ale w pełni wyposażona kuchnia (czajnik, mikrofalówka, toster, lodówka, zastawa stołowa, szklanki). Kawa i herbata do dyspozycji. Jeśli ktoś chce, może spokojnie zrobić sobie tam samodzielnie śniadanie czy kolację. Jednym minusem jest to, że nie ma śniadań na miejscu. Drugi minus jest za brak ręczników w pokoju. Całe szczęście, że zaplanowałam wypad na basen i zabraliśmy ze sobą ręczniki. Ogólnie jednak bardzo polecam ten hostel, bo chyba za taką cenę i w tak dobrej lokalizacji nie znajdzie się nic lepszego.

Śniadanie „Pod strusiem”

Postanowiliśmy wszystkie posiłki jadać na mieście. Nie tylko dzieciaki były na wakacjach, ale mama również. Ostatnią rzeczą o jakiej marzyłam było kupowanie żywności, przygotowywanie śniadania, a następnie mycie naczyń (nienawidzę tego serdecznie, a zmywarki tam nie było). Na śniadanie „hotelowe” trzeba było dojść jakieś 200 m do restauracji „Pod strusiem”. Śniadanie kontynentalne/ 15 zł od osoby. Szału według mnie nie było. Do wyboru: 2 jajka na miękko lub jajecznica z 2 jaj lub 2 parówki. Do tego na półmisach biały chleb, masło, dwa rodzaje wędlin, dżem, ser żółty, pomidor i ogórek. Herbata i kawa bez limitu. Wybór raczej mały. Nie było to z pewnością śniadanie hotelowe moich marzeń, ale dzieciaki się najadły, my również się posililiśmy i mogliśmy ruszać na zwiedzanie. Jeśli macie więcej czasu lub ranne z Was ptaszki to poszukajcie innych miejsc (a jest ich mnóstwo). Jeśli jednak wasza rodzina to skryci parówkożercy i nie macie dużych wymagań, to myślę że śniadanie „Pod strusiem” Wam wystarczy.

Atrakcje

Założyłam od razu, że atrakcje muszą być typowo dla dzieci. Nawet jeśli Antka zainteresowałyby zabytki i opowieści historyczne, to Leon ze swoją psotliwą naturą zapewne właziłby wszędzie, gdzie tylko by się zmieścił i łapał wszystko, co byłoby w zasięgu jego zwinnych rączek. Wolałam oszczędzić stresu sobie i innym zwiedzającym, dlatego wybrałam takie atrakcje, które chłopaków zachwyciły, a nas nie wykończyły psychicznie.

Miasto krasnali

Bardzo chcieliśmy sobie pospacerować po przepięknym i wielkim starym mieście. Aby nie słuchać jęczeń Antka „Mama długo jeszcze będziemy chodzić? Nogi mnie już bolą!”. Gdy tylko dojechaliśmy na miejsce opowiedziałam mu, że właśnie znajdujemy się w mieście krasnali. Na każdym kroku można spotkać krasnala, trzeba się tylko dobrze przyjrzeć. Gdy znalazł pierwszego, to do samego wyjazdu wypatrywał następnych. Był zachwycony. Każdy krasnal był inny i znajdowały się w bardzo wymyślnych miejscach. Robiliśmy zdjęcie każdego na dowód, że go spotkaliśmy. Leon również ochoczo przyłączał się do zabawy i obwieszczał wszystkim przechodniom donośnym krzykiem „O PAĆ JAKI KLASNOLUDEK HAHAHA”. Dzięki zabawie w szukanie krasnali przeszliśmy cały rynek wzdłuż i wszerz i ani razu nie usłyszałam „Daleko jeszcze?”. No i znaleźliśmy 36 krasnali 😉

krasnale-1 krasnoludki-2

Aquapark Wrocławski

Pierwszą główną atrakcją był Aquapark. Na miejscu kupiliśmy pakiet Aquapark + Zoo (poniżej cennik) My mamy w kieszeni dzięki temu biletowi tylko 15 zł, ale większe rodziny mogą zaoszczędzić znacznie więcej.

cennik-aquapark

Aquapark Wrocław to obiekt idealny dla dzieci. Do użytku darmowe sprzęty i zabawki (kamizelki piankowe, koła ratunkowe, piłki, pontoniki). Woda bardzo ciepła. Brodzik dla dzieci z fontanną i zjeżdżalnią. Mały basen sportowy dla dzieci o głębokości 0,9m. Płytka, leniwa rzeka oraz obszar z falami (Antek mógł się samodzielnie poruszać i nie tracił gruntu pod nogami). Potrójna zjeżdżalnia dla większych dzieci. Dla dorosłych 2 baseny zewnętrzne i 4 duże zjeżdżalnie. Ja przetestowałam jedną z pontonami, a Kamil sprawdził wszystkie i twierdzi „no spoko” co w tłumaczeniu z „kamilowego” na nasze oznacza „Mega, giga, super, wystrzałowo”. Dzieciaki oczywiście były po 2 godzinach strasznie głodne ( prawie umierały z głodu ;)). Udaliśmy się więc na obiad do basenowej restauracji. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Myślałam, że ceny będą jak z kosmosu, a jakość i smak średni jak to często bywa w tego typu obiektach. Na szczęście bardzo miło się zaskoczyłam. Bar samoobsługowy. 3,29 zł za 100 g. Bardzo duży wybór m.in.: pizza, naleśniki, burito, sałatki i surówki, mięsa z sosami, pyzy, ziemniaki, frytki, ryż i wiele innych smakowitych rzeczy. Na serio wszystko wyglądało i pachniało bardzo smakowicie. Antek oczywiście wybrał pizzę, a Leon tradycyjnie klopsa z ziemniakami. Wszystko smaczne, jedli aż im się uszy trzęsły. Do tego kompot za 2 zł. Wydaje mi się, że ceny jak na taki obiekt były bardzo w porządku. Najedli się i ruszyli dalej chlapać się w wodzie. Ogólnie wszystko na plus poza niektórymi niechlujami. Piszę jak byk: „Prosimy o zwrot naczyń”. Korona chyba nikomu z głowy nie spadnie, jak odniesie kilka metrów dalej tackę z talerzem, niestety, wielu ludzi zostawiało na stolikach stosy tacek i talerzy, przez co miało się wrażenie, że jest tam straszny chaos i bałagan. Bardzo duży plus za prysznice dla rodziców z dziećmi czyli małe kolorowe przestrzenie z słuchawkami. Nie trzeba narażać malucha ma szokujący natrysk z góry, czego wiele dzieciaków nie cierpi.

I mili Państwo! Wystarczą 3 godziny w tym miejscu, a Wasze pociechy, nawet te z niespożytą energią, będą marzyły jedynie o ciepłym łóżeczku.

aquapark-wroclaw-coonakombinuje

Zoo

Główną atrakcją było Zoo. Nie tylko dzieciaki były podekscytowane. Miałam wrażenie, że my z Kamilem bardziej przeżywamy wizytę w Zoo niż chłopaki. Dzięki temu, że mieliśmy bilet z Aquaparku, nie musieliśmy czekać w kolejce do kasy. Wystarczyło podejść z karnetem do punktu obsługi klienta, gdzie otrzymaliśmy wejściówki  dla całej czwórki.

nilety-do-zoo

Wypożyczyliśmy wózek dla dzieciaków, a spacerówkę Leona zostawiliśmy w poczekalni. Było to zarówno dobre jak i złe rozwiązanie. Fajne było to, że nie stękali na ból nóg, ale co chwilę wchodzili i wychodzili z tego wozu, często w biegu, przez co momentami miałam ochotę oddać ten wózek i zmusić do pieszej wędrówki. Jeśli zdecydujecie się na wózek, to polecam zostawiać w nim jakąś rzecz o niskiej wartości typu kocyk czy misiu (chociaż jakby nam zajumali pandę Leona, to musielibyśmy wezwać policję, bo Panda to jeden z najważniejszych członków rodziny). Wchodząc np. do afrykarium czy motylarni, należy wózek zostawić na zewnątrz. Mało kto pewnie pamięta numer wózka i może się zdarzyć, że ktoś przez przypadek lub też celowo zakosi wasz pojazd.

zoo-2

Zaczęliśmy od Afrykarium. Ogólnie wszystko ekstra, ale niedawno byliśmy w Akwarium Gdyńskim i chłopakom nudziło się ponowne oglądanie ryb. Zachwyceni natomiast byli dużymi ssakami. Żyrafy, nosorożce, lwy, tygrysy czy słonie na żywo wyglądają wspaniale. Ah te żyrafy! Wreszcie spotkałam jakieś osobniki płci żeńskiej wyższe ode mnie (nie licząc moich dwóch koleżanek). Żyrafy należą zdecydowanie do moich ulubionych stworzeń. W ostatnim czasie mogłabym się również utożsamiać ze słoniem czy hipopotamem, ale póki co wole długoszyje koleżanki. W zoo jest mnóstwo zwierząt i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Kamil z radością oglądał wszelkie przerażające stwory, a ja znowu najchętniej ominęłabym wszystkie gady i pająki . Brrryyy.

zoo-3

Dzieciaki świetnie bawiły się w zagródce z domowymi zwierzakami, gdzie można było pogłaskać i nakarmić zwierzęta. Zaskakujące, ile te małe kozy mogą wciągnąć granulatu i ile tego granulatu wydalają z powrotem. Dodatkową atrakcją jest Park linowy dla dzieci (płatny), na który Leon miał straszną ochotę, a na który nie chcieli go wpuścić, bo jest za mały. Nie mógł się pogodzić ze swoim losem i urządził prawie karczemną awanturę Pani bileterce „Ja juś jetem duziiiiiiiii!!!”. Jest też podobno plac zabaw, ale woleliśmy nie kusić losu i nie pokazywać go dzieciakom. W końcu przyjechaliśmy oglądać zwierzaki, a place zabaw mamy, całkiem fajne, na miejscu.

zoo-4

Polecam zabrać ze sobą napoje i przekąski, bo ceny są dosyć wysokie. Skusiliśmy się jednak na ciepły obiad, bo dzieciaki znowu umierały z głodu. Jedliśmy w restauracji „Przystanek ZOO”. Antek zamówił kotleta z ziemniakami a Leon pieczeń z karkówki z ziemniakami (chociaż mieli do wyboru frytki). Cena za taki zestaw bez surówki (jednak na nią się nie skusili) to 20 zł. Porcje dość duże jak dla dziecka i w miarę smaczne. Z mężem skusiliśmy się na kiełbasę i szaszłyka z grilla. Cena już raczej jak z kosmosu-15 zł za sztukę, jednak smak bez zastrzeżeń. Spędziliśmy w Zoo prawie 6 godzin i ani przez chwilę nie byliśmy znudzeni. Bardzo polecam.

zoo-1

Stare miasto

Rynek we Wrocławiu jest po prostu przepiękny zarówno za dnia jak i nocą. Piękne malownicze i zadbane kamienice. Mnóstwo kawiarni, restauracji, barów. Każdy znajdzie z pewnością coś dla siebie. Na ulicach puszczają wielkie bańki mydlane, za którymi biegają uradowane dzieciaki. Tam ktoś gra pięknie na skrzypcach, aż dostajesz gęsiej skórki, tu za chwilę ustawia się grupa młodych muzyków i grają zupełnie nieznane dla Ciebie melodie, których nagle chcesz słuchać więcej. Za moment gdzieś w oddali dostrzegasz ogień. Spokojnie, nic się nie pali. To tylko uliczny teatr ognia. Gdzieniegdzie wyskoczy jakiś superman albo ekipa z Kubusia Puchatka do której niejedno dziecko lgnie jak pszczoła do miodu, a drugie ucieka gdzie pieprz rośnie. Za rogiem można spotkać zupełnie nieśmiesznego mima, ale jest tak uroczy, że nie sposób się nie uśmiechnąć pod nosem.

rynek-wroclawki

Bokami rozstawiają się uliczni artyści: malarze, rzeźbiarze. Zachwyciły nas obrazy „malowane” drutem. To Kamil zwrócił pierwszy na nie uwagę. Byliśmy zachwyceni dwuznacznością tej nietypowej twórczości. Porozmawialiśmy chwilę z artystą. Taki sympatyczny i skromny pan Romuald Wyka. Zapisałam sobie do niego namiar, bo chociaż teraz ciężko byłoby mi wyłożyć 300 zł na obraz, do sypialni, której aktualnie nie mam, to jak tylko dorobimy się prywatnej sypialni, zamówię sobie jakieś cudo od Pana Romualda. Ciekawa jestem czy zauważycie to, co nas tak zaintrygowało.

romuald-wyka

Co jadaliśmy

Skoro wyjazd z dziećmi, to jadamy głównie to, na co mają one ochotę. Dlatego obiady zjedliśmy w zoo i aquaparku. Pierwszego dnia Leon padł w wózku już o 19, więc Antek na kolację zażyczył sobie deser. Na szczęście/ nieszczęście zamówił naleśnika z Nutellą w restauracji „Madame”. W oczekiwaniu na naleśnika zamówiliśmy sobie wino (no Kamil of course piwo). Czas oczekiwania na jednego naleśnika przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Gdy byliśmy w połowie drugiej kolejki, a Antek przysypiał już na ojcowych kolanach, dotarł naleśnik. Antek ze zmęczenia zjadł aż dwa gryzy. Rodzice musieli dokończyć. Nie polecam tego lokalu. Już na starcie nas zignorowali, sama musiałam się upomnieć o menu. Bardzo długo musieliśmy czekać aż ktoś łaskawie przyjmie nasze zamówienie. Cieszę się, że nie zamówiłam sobie wymyślnej sałatki, na którą miałam ochotę, bo chyba zasnęlibyśmy wszyscy na krzesłach i by nas dodatkowo skasowali za nocleg.  W oczekiwaniu na Antkowego naleśnika zamówiłam sushi na wynos z lokalu niedaleko naszego hostelu. Pan z „Corner Sushi” namówił mnie na droższą wersję i dorzucił do niej rabat. Czyli za sushi set „Hanzo” zamiast 74 zapłaciliśmy 66. Gdy chłopaki spali, my oglądaliśmy sobie kabarety i wcinaliśmy przepyszne sushi. To miejsce z pewnością polecam. Dobra cena, super jakość i mega smak.

Na kolejną kolację musieliśmy wejść do „Pizza Hut”, bo oni znowu umierali z głodu i musieli zjeść koniecznie pizzę.

Z polecenia mojej siostry wybraliśmy się również na piwko do Spiża. Coś musi być w tym miejscu, ponieważ ciężko tam trafić z marszu na wolny stolik. Nie przepadam za piwem, ale skusiłam się na małe wiśniowe. Pyszka. Do każdego piwa dostaje się pajdę chleba ze smalcem. Jako „swojska dziewucha” uwielbiam ten specjał (niestety moja oponka niekoniecznie, ale jak mi w spiżu dali, to jak miałam nie zjeść? No jak?). Piwko i klimat super.

jedzenie-we-wroclawiu-coonakombinuje

Aż raz udało nam się zjeść lody i to w dniu odjazdu. Pyszne lody własnej produkcji. Bardzo duże porcje i fajne smaki. Wypróbowaliśmy: Śmietankę, Kinder niespodziankę oraz Oreo. Wszystkie pyszne.

jedzenie-we-wroclawiu-2

Jesteśmy mega zadowoleni z wypadu do Wrocławia. Wreszcie znaleźliśmy czas dla siebie i mogliśmy poświęcić sobie i dzieciakom 100% uwagi, co niestety na co dzień bardzo rzadko się nam zdarza. Chłopaki byli tacy grzeczni, że momentami zastanawiałam się, czy ktoś przypadkiem ich nie podmienił. Apetyt im tak dopisywał, że aż sami dopominali się o jedzenie.

rodzinka-2

Było wspaniale. Zakochaliśmy się we Wrocławiu i jestem pewna, że za kilka lat wrócimy tam ponownie aby zobaczyć więcej 🙂

OlaKombinuje

OlaKombinuje

Nieperfekcyjna matka dwóch chłopaków, notoryczna słomiana wdowa, zdeterminowana pani domu, niepoprawna marzycielka. Kombinująca jak nakarmić rodzinę i przyjaciół, utrzymać zadbany, czysty i rodzinny dom oraz jak spełniać marzenia te małe i te całkiem duże.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *