Moje ulubione „babskie” seriale.

Jestem totalnym serialomaniakiem. Oglądam całe mnóstwo seriali i ciągle szukam nowych, jeszcze bardziej wciągających. Podejrzewam, że mam to w genach, ponieważ moja babcia również oglądała seriale na potęgę. Znała wszystkie polskie produkcje, śledziła losy brazylijskich telenoweli, a także zachwycała się takimi kultowymi pozycjami jak „Doctor House” czy „Alo alo”. Pamiętam jak po szkole oglądałam z nią „Modę na sukces” i „Klan”, a w soboty, tuż po „Familiadzie”, śledziliśmy losy Złotopolskich. Często gdy nie miałam okazji obejrzeć jakiegoś odcinka, babcia przy obiedzie streszczała najważniejsze momenty nie szczędząc swoich opinii typu „Głupia baba, powinna tego dziada zostawić raz na zawsze”, „Jak ja nie lubię tej Brooke, zmienia tych chłopów bez przerwy, aż się można pogubić.”. Wiecie…moja babcia była najlepszym kompanem do oglądania seriali. Nie komentowała bezsensownie oczywistych rzeczy w trakcie oglądania. Pokiwała tylko głową z aprobatą lub syknęła, gdy ktoś na ekranie przekraczał granicę. Niestety nie doczekała finału „Mody na sukces”. Żałuję, że już nigdy nie usiądę z nią przed telewizorem z kubkiem herbaty z cytryną i nie pobiadolimy nad losem nieszczęśliwie zakochanych bohaterek. Czasem z sentymentu lubię obejrzeć stare odcinki „Klanu” czy „Plebani”, aby przypomnieć sobie jak było wtedy fajnie.

No dobra. Koniec wzruszeń. Moja babcia była kobietą twardo stąpającą po ziemi i nie lubiła gdy ktoś się bez powodu mazgaił. Jak już coś wspominała, to zawsze były to radosne chwile, którym towarzyszył uśmiech i wcale nie udawała, że się nie wzrusza.

Dzisiaj mam dla Was listę moich ulubionych „babskich” seriali. Podejrzewam, że kilka z nich z pewnością przypadłoby babci do gustu.

Zatem let’s go….

Gotowe na wszystko (Desperate Housewifes)

Zdecydowanie nr 1 na mojej liście. Ten serial pokochałam w liceum. Miałyśmy z moją koleżanką z ławki taki rytuał, że często po szkole szykowałyśmy stertę tostów z serem i ketchupem (i nikt wtedy nie martwił się żadną dietą), zwijałyśmy się w kłębek pod kocem i oglądałyśmy „Gotowe na wszystko”. Obejrzałam wszystkie odcinki po kolei. W przyszłości z pewnością obejrzę jeszcze raz wszystkie przygody moich ulubionych „zdesperowanych kur domowych”. Uwielbiam ten zwiastun <3

Pokojówki z Beverly Hills (Devious Maids)

Serial opowiada o perypetiach czterech pokojówek pochodzenia latynoskiego. Kobiety te łączy nie tylko praca w charakterze pomocy domowej, ale także codzienne zmagania z własnymi ambicjami, marzeniami i problemami. W każdym sezonie pojawia się jakieś dramatyczne zdarzenie, które w różny sposób związane jest z głównymi bohaterkami. Śledząc zmagania pokojówek z życiem codziennym i tragediami nie raz ma się ciarki na plecach, ale jednak częściej uśmiech pod nosem. Intrygi, poświęcenie, romanse, podziały społeczne oraz wspaniałe przyjaźnie.

 Żona idealna (Good wife)

Po kompromitacji przez publiczny seks i korupcję swojego męża polityka, który trafia do więzienia, Alicia Florrick musi utrzymać rodzinę. Dzięki przyjacielowi powraca po 13 latach do zawodu prawnika i zaczyna pracować w prawniczej firmie w Chicago. Uwielbiałam ten serial, obejrzałam wszystkie 8 sezonów. Przygody Alici z frajerowatym mężem, zbuntowanymi dzieciakami, współpracownikami oraz przeróżnymi klientami (od psychopatycznych morderców przez wielkich przedsiębiorców po niewinne/winne nastolatki). Super wciągające wątki powodują, że nie można się doczekać kolejnego odcinka.

 Doktor Hart (Hart of Dixie)

Piosenki country, strojne i kolorowe sukienki, misternie poupinane włosy lub idealne loki i lokalne festyny, tak właśnie wygląda miasteczko Bluebell. W pewnym momencie sielski klimat zostaje zaburzony przez roztrzepaną Panią Doktor Zoey Hart, która zostaje zmuszona do odbycia praktyki lekarskiej właśnie w tym miejscu. Generalnie to nie jest może jakiś fenomenalny serial, ale zdecydowanie najlepszy jaki znam na poprawę humoru. Uwielbiałam oglądać przygody przerysowanych głównych bohaterów w zmaganiach z codziennymi sprawami.

 Nastoletnia Maria Stuart (Reign)

Serial opowiada o losach Marii – Królowej Szkotów, która bardzo wcześnie objęła tron, po swoim zmarłym ojcu, Jakubie V. Z uwagi na jej bezpieczeństwo została wysłana do klasztoru.W wieku 19 lat powraca na dwór francuski, aby pojąć za męża Franciszka. Niestety nim do tego dojdzie czekają ją liczne komplikacje ze strony Francuzów, zagrażających wciąż życiu młodej królowej, Anglików jak i tajemniczej Ciemności czającej się w lesie.

Piękne stroje, magiczna ścieżka dźwiękowa oraz barwne postacie powodują, ze nie sposób się oderwać. Najlepsze jest to, że serial został oparty na podstawie biografii Marii Stuart i nie odbiega tak bardzo od faktów.

 Biała królowa (White queen)

Trzy różne, ale równie nieustępliwe kobiety, rywalizują między sobą o tron w XV-wiecznej Anglii.

Wciągający serial, akcja tak szybko się toczy i następują tak zaskakujące zwroty akcji, że momentami nie sposób nadążyć. Dużo zakazanych romansów, sporo walk i trochę magii. Nie zachwycił mnie tak jak „Reign”, ale żałuję że zakończył się po pierwszym sezonie.

 Zemsta (Revenge)

Córka człowieka niesłusznie skazanego za terroryzm, powraca pod przybranym nazwiskiem do Hamptones. Przenika środowisko wpływowej socjety kurortu, by dokonać zemsty na ludziach, którzy przed laty wrobili jej ojca. Tyle intryg, kłamstw, zdrad, przepychu, bogactwa i wredoty to ja nigdy nie widziałam. Najgorsze jest to, że chce się to oglądać i nie wiadomo czy nienawidzić tych bogaczy czy im współczuć.

Scandal

Olivia Pope całe swoje dotychczasowe życie poświęciła na ochronę tajemnic Białego Domu oraz Stanów Zjednoczonych. Doradczyni Prezydenta USA do spraw mediów, postanawia porzucić posadę w Białym Domu i otworzyć własną firmę specjalizującą się w zarządzaniu kryzysowym. Ma nadzieję rozpocząć nowy rozdział swojego życia, ale szybko dowiaduje się, że nie może części swojej przeszłości pozostawić za sobą. W każdym odcinku Olivia pomaga w rozwiązaniu wielu kryzysowych sytuacji, w których znaleźli się ludzie ze środowisk elitarnych. W międzyczasie sama boryka się z własnymi dramatami. Serial trzyma w napięciu.

Orange is the new black

To moje niedawne odkrycie. Pisałam już o nim w  „Przeglądzie czerwca”. Serial opowiada o młodej kobiecie, która ląduje w więzieniu przez błędy z przeszłości. Nie mogłam się przekonać, ale już ogbejrzałam pierwszy sezon. W ciekawy sposób opowiada historię więźniarek i pokazuje ich złożone osobowości. Można się pośmiać i wzruszyć. Polecam.

Grace and Frankie

Kolejna propozycja z Netflixu. Życie dwóch odwiecznych rywalek wywraca się do góry nogami, gdy ich mężowie oznajmiają, że są w sobie zakochani i planują małżeństwo. Grace and Frankie to kobiety po 70tce, ale niesamowicie pełne werwy. Gdy ich dotychczasowe życie legło w gruzach starają się na nowo poukładać swoje sprawy. Przesympatyczny serial. Bardzo pozytywny. Zaraz po „Hart of Dixie” to serial idealny na PMS.

Gilmore Girl (Kochane kłopoty)

Obejrzałam I sezon i chce więcej. Lekki serial opowiądający pokręcone losy Matki (32lata) i córki (16lat). Ich przyjaźń i relacja są tak koleżeńskie, że czasami nie wiadomo kto tu jest matką  kto córką. Idealny na poprawę humoru i na nudne wieczory.

A jakie są wasze ulubione „babskie” seriale?

OlaKombinuje

OlaKombinuje

Nieperfekcyjna matka dwóch chłopaków, notoryczna słomiana wdowa, zdeterminowana pani domu, niepoprawna marzycielka. Kombinująca jak nakarmić rodzinę i przyjaciół, utrzymać zadbany, czysty i rodzinny dom oraz jak spełniać marzenia te małe i te całkiem duże.

One Comment

  1. Jeśli chodzi o klasycznie „babskie” seriale to ja zostałam gdzieś w zamierzchłych latach 90. Zdecydowanie „Sex w wielkim mieście”, „Ally McBeal” i nasze rodzime „Matki, żony i kochanki”. Przyjemność z oglądania tych konkretnych seriali dodatkowo podkręca możliwość spojrzenia z dystansem na modę, problemy i możliwości lat 90, które przecież dopiero co były naszą codziennością 😉

    A na niesamowicie luźne wieczory (ale raczej damsko – męskie niż babskie) „Różowa Seria” 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *